Problemy z zatrudnieniem w budownictwie: czy 2026 będzie rokiem deficytu fachowców?

W budowlance o nastrojach mówi się zwykle przez pryzmat cen materiałów i terminów. Tymczasem w najnowszych danych z badania koniunktury pojawia się sygnał, który wraca jak bumerang, kiedy rynek przyspiesza: problemy z zatrudnieniem pracowników. W lutym 2026 r. wskazało je 16,4% firm budowlanych jako barierę, która w największym stopniu ogranicza skalę inwestycji w bieżącym roku.

To nie jest odsetek, który dominuje w tabeli. Ale jest na tyle wysoki, by zadać pytanie: czy rok 2026 może upłynąć pod znakiem deficytu fachowców – i co w praktyce oznacza to dla rynku, wykonawców oraz inwestorów?

Co dokładnie mierzy ten wskaźnik?

Warto od razu doprecyzować: dane nie mówią „brakuje pracowników w całej branży”. To bardziej precyzyjny komunikat. Respondenci odpowiadają na pytanie o to, które bariery najmocniej wpływają na skalę inwestycji firmy w bieżącym roku. „Problemy z zatrudnieniem” to więc informacja o tym, że dla części firm trudność w zbudowaniu zespołu lub utrzymaniu kadry staje się czynnikiem hamującym decyzje inwestycyjne – a to często oznacza ostrożniejsze plany rozwoju, wolniejsze zwiększanie mocy przerobowych, a czasem rezygnację z rozszerzania usług.

Dodatkowy kontekst: w budownictwie odsetki w tej tabeli nie sumują się do 100%, bo to pytanie wielokrotnego wyboru – firmy mogą wskazywać kilka barier naraz. Innymi słowy: ktoś może jednocześnie mówić o kosztach, przepisach i kadrze.

Kadry nie są problemem numer jeden, ale są „w czołówce” realnych hamulców

Jeśli patrzeć na ten sam zestaw odpowiedzi, w budownictwie częściej niż o kadrach firmy mówią o pieniądzach i niepewności. Najczęściej wskazywaną barierą są wysokie koszty realizacji inwestycji (43,3%), potem m.in. niejasne, niespójne i niestabilne przepisy prawne (26,0%) oraz niepewna sytuacja makroekonomiczna (25,9%). Wśród ograniczeń pojawia się też niedostateczny popyt (17,2%), a 19,6% firm deklaruje „brak barier”.

Na tym tle 16,4% wygląda jak sygnał „średniej głośności”: nie dominuje, ale też nie jest marginalny. Co ważne, w budownictwie problem kadrowy jest wskazywany częściej niż w przetwórstwie przemysłowym (8,9%) i handlu hurtowym (7,0%), a zbliżenie do branż usługowych jest wyraźne – podobne wartości widać np. w transporcie (14,0%) oraz w zakwaterowaniu i gastronomii (16,5%).

To zestawienie pokazuje, że budownictwo w 2026 r. nie jest jedyną branżą „walczącą o ludzi”, ale też nie może udawać, że temat nie istnieje.

Gorsze nastroje, ostrożne inwestycje i ludzki limit mocy przerobowych

Nie da się mówić o zatrudnieniu bez szerszego tła. W lutym 2026 r. ogólny klimat koniunktury w budownictwie pozostaje ujemny: –4,7 (to najbardziej pesymistyczny wynik wśród prezentowanych sektorów). Jednocześnie widać miesiąc do miesiąca lekką poprawę (w styczniu było –5,6).

Równolegle firmy budowlane dość zachowawczo podchodzą do inwestycji: 60,8% deklaruje utrzymanie ich poziomu, 27,9% przewiduje spadek, a tylko 11,3% – wzrost w 2026 r. w porównaniu z 2025 r. W tym samym bloku danych pojawia się też informacja, że 40,5% firm budowlanych deklaruje brak planów inwestycyjnych.

W takim otoczeniu „problem z zatrudnieniem” działa jak podwójny hamulec. Z jednej strony trudniej zdecydować się na rozwój, gdy koszty i niepewność są wysoko na liście barier. Z drugiej – nawet jeśli firma chciałaby zwiększyć moce przerobowe, to bez ludzi nie ma jak dowieźć większej liczby zleceń w terminie.

Czy to już „deficyt fachowców”, czy jeszcze sygnał ostrzegawczy?

Na podstawie samego wskaźnika 16,4% nie da się uczciwie postawić tezy, że „2026 będzie rokiem deficytu fachowców” w całej Polsce i we wszystkich specjalizacjach. To nie jest badanie liczby wakatów ani płac, tylko subiektywna ocena przedsiębiorców o barierach dla inwestycji.

Ale da się z tych danych wyciągnąć trzy praktyczne wnioski:

Po pierwsze: kadry są realnym ograniczeniem dla zauważalnej grupy firm. Skoro część przedsiębiorstw wskazuje zatrudnienie jako barierę „w największym stopniu” wpływającą na inwestycje, to znaczy, że problem jest na tyle dotkliwy, że wchodzi do topowych argumentów przy podejmowaniu decyzji.

Po drugie: to problem, który może narastać falami. W budownictwie sezonowość i kumulacja zleceń powodują, że braki kadrowe bywają odczuwalne mocniej w szczycie prac. Jeśli do tego dochodzi presja kosztowa i ostrożność inwestycyjna, firmy mogą wybierać „bezpieczny” poziom realizacji zamiast agresywnego wzrostu.

Po trzecie: branża szuka sposobów, by zmniejszać zależność od rynku pracy. W tym samym zestawie danych widać, że część firm deklaruje inwestycje w szkolenia pracowników (18,0%) – to nie rozwiązuje problemu od ręki, ale pokazuje kierunek myślenia: budowanie kompetencji wewnątrz i wzmacnianie zespołów.

Co to może oznaczać dla rynku w 2026

Jeśli problem z zatrudnieniem utrzyma się wśród firm, najbardziej prawdopodobny scenariusz nie wygląda jak nagły paraliż budów, tylko jak dalsze zróżnicowanie rynku. Część wykonawców będzie działać stabilnie, część może ograniczać przyjmowanie zleceń do tego, co „da się dowieźć” w składzie, który już mają, a część będzie wybierać kontrakty mniej ryzykowne czasowo.

To z kolei może wzmacniać zjawisko, które inwestorzy prywatni znają aż za dobrze: nie tyle „brak ekip”, co brak ekip dostępnych w konkretnym terminie i gotowych wejść w projekt bez bufora czasowego.

Dane z GUS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *