Cerelis łączy architekturę inspirowaną dawnym Ciechocinkiem z rozwiązaniami odpowiadającymi współczesnym potrzebom. Międzywojenne odniesienia można odnaleźć w bryle, wnętrzach i detalach, natomiast zielony dach, fotowoltaika oraz pompy ciepła pokazują praktyczną stronę projektu. Sławomir Preis, przedsiębiorca i architekt, opowiada o 28 latach pracy projektowej, stopniowym przejściu do własnych inwestycji oraz o tym, jak wraz z zespołem tworzył obiekt mający pasować do uzdrowiska nie tylko skalą, lecz także charakterem. Rozmawiał Łukasz Augustyński
Punktem wyjścia są pierwsze domy i osiedla w Aleksandrowie Kujawskim, a jednym z głównych tematów – kulisy powstania Cerelis. Wracamy do wyboru działki, międzywojennych inspiracji, historii ukrytej w nazwie obiektu, uzgodnień z konserwatorem zabytków, zielonego dachu oraz makiety zbudowanej z ponad 44 tysięcy klocków LEGO. Sławomir Preis mówi również o znaczeniu zespołu, wieloletnich relacjach z wykonawcami, najtrudniejszym etapie budowy i kolejnych przedsięwzięciach planowanych w Ciechocinku.
Jak najtrafniej przedstawić pana czytelnikom — jako architekta, przedsiębiorcę, dewelopera czy prezesa?
Najlepiej jako przedsiębiorcę i architekta. Jestem prezesem oraz współwłaścicielem trzech naszych spółek, ale nie chciałbym skupiać się na stanowiskach. Wolę bardzo ogólne przedstawienie — bez prezesowania i wyliczania poszczególnych funkcji.
Pana zawodowa droga zaczęła się jednak od projektowania.
Od 28 lat nasze biuro zajmuje się przygotowywaniem wielobranżowych projektów budowlanych. W tym czasie zmieniały się osoby tworzące zespół, ale zakres działalności pozostawał bardzo szeroki.
Zaczynaliśmy od niewielkich domów, garaży, rozbudów i inwentaryzacji. Później pojawiły się obiekty hotelowe, biurowe i zabytkowe, a także całe zakłady oraz hale o powierzchni kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Przeszliśmy więc długą drogę i zdobyliśmy doświadczenie w różnych dziedzinach.
Mieliśmy również okres intensywnej pracy nad projektami energetycznymi, które prowadziła Justyna Depta — obecnie dyrektor sprzedaży i prokurent w spółce Apartamenty Cerelis. Były to między innymi biogazownie wytwarzające energię elektryczną i cieplną z biogazu rolniczego oraz przemysłowego, instalacje fotowoltaiczne i układy kogeneracyjne. Przez trzy lata prowadziliśmy też oddział biura we Wrocławiu, aby łatwiej obsługiwać inwestycje realizowane na południu Polski. Ten szeroki zakres doświadczeń bardzo pomaga nam dzisiaj w pracy nad własnymi przedsięwzięciami.
Jak doszło do przejścia od projektowania dla innych do realizowania własnych inwestycji?
Ktoś, z kim współpracujemy, powiedział niedawno, że marzeniem każdego architekta jest możliwość przejścia w pewnym momencie do inwestowania — wybudowania czegoś według własnego pomysłu i stworzenia obiektu zgodnego ze swoim zamysłem.
Nigdy wcześniej nie patrzyłem na to w taki sposób. Samo przejście następowało jednak stopniowo. Zaczynaliśmy od domów jednorodzinnych i szeregowych, później pojawiły się pojedyncze budynki wielorodzinne, a następnie całe osiedla.
W rozmowie bardzo często używa pan słowa „my”, a nie „ja”.
Zawsze uważałem, że nikt nie działa samodzielnie. Każda osoba w zespole, każda współpracująca firma i każdy specjalista mają swój wkład w nasze realizacje. Dlatego od zawsze mówię w liczbie mnogiej.
Sam pomysł może należeć do mnie, ale za tym pomysłem stoi sztab ludzi, którzy muszą później bardzo ciężko pracować, żeby udało się go urzeczywistnić. Potrzebne są określony kierunek i koordynacja, jednak bez zespołu nie da się stworzyć inwestycji o takiej skali.
Jak wyglądały pierwsze przedsięwzięcia realizowane już we własnym imieniu?
Zaczęliśmy od pojedynczych domów, a później zabudowy szeregowej w Aleksandrowie Kujawskim. Można powiedzieć, że była to rozgrzewka, ponieważ realizowaliśmy te przedsięwzięcia jeszcze w czasie, kiedy równolegle projektowaliśmy dla innych inwestorów.
Pierwszą większą inwestycją było Osiedle Kasztanowe w Aleksandrowie Kujawskim. O ile dobrze pamiętam, powstały tam 63 mieszkania, garaże podziemne oraz lokale handlowo-usługowe na parterze. Przedsięwzięcie realizowaliśmy przez trzy lata. Później przyszedł czas na znacznie większe Osiedle Stara Cegielnia, obejmujące ponad 200 mieszkań i garaże. Cerelis jest natomiast naszą pierwszą inwestycją o charakterze innym niż typowo mieszkaniowy.
Dlaczego zdecydowali się państwo zrealizować taki obiekt właśnie w Ciechocinku?
Zadecydowała przede wszystkim znajomość specyfiki lokalnego rynku. Od lat działamy w tym regionie i obserwowaliśmy potrzeby Ciechocinka. To miasto funkcjonuje zupełnie inaczej niż Aleksandrów Kujawski.
W Aleksandrowie mieszkania kupują głównie osoby miejscowe, mieszkańcy okolic albo ludzie, którzy chcą się tam przeprowadzić. Z tego, co obserwowaliśmy również u innych deweloperów, w Ciechocinku mieszkania kupowały także osoby z odległych części Polski — między innymi z Warszawy, Gdańska czy Szczecina. Chciały mieć w uzdrowisku własne miejsce, do którego mogły przyjeżdżać i w którym mogły odpoczywać.
Drugim impulsem była bardzo rozbudowana baza rehabilitacyjna i lecznicza miasta. Zauważyliśmy, że część osób chce korzystać z zabiegów oraz pakietów oferowanych przez sanatoria, ale jednocześnie woli nocować poza nimi, w bardziej niezależnych warunkach. Do sanatorium dochodzą na leczenie lub rehabilitację, natomiast mieszkają w innym miejscu.
Trzecim czynnikiem była możliwość kupienia tej konkretnej działki. To cenna lokalizacja, położona blisko centrum i w historycznej części Ciechocinka. Uznaliśmy, że warto wykorzystać jej potencjał, tworząc apartamenty przeznaczone zarówno do prywatnych pobytów, jak i do najmu krótkoterminowego.
Co znajdowało się wcześniej na tej działce?
Od strony frontowej, w miejscu, w którym stoi pierwsza część Cerelis, działka była pusta. W głębi terenu, mniej więcej w jego środkowej części, stał natomiast budynek dawnego pensjonatu nazywanego Julianówką. Wcześniej znajdowała się tam willa o tej nazwie, którą z czasem rozbudowano.
Obiekt był niewielki i znajdował się w bardzo złym stanie technicznym. Miał zawalony dach i stropy. Stary budynek zawsze można próbować ratować, ale w tym przypadku — ze względu na jego wielkość i stan — nie widzieliśmy w tym uzasadnienia. Ostatecznie został rozebrany.
Cerelis jest współczesną interpretacją dawnej architektury Ciechocinka?
Na tym właśnie mi zależało. Chcieliśmy nawiązać do okresu, który uważamy za czas największej świetności Ciechocinka, czyli do lat 20. i 30. XX wieku. W naszym odczuciu był to czas, kiedy Ciechocinek funkcjonował jako liczący się kurort. Ludzie przyjeżdżali nie tylko na leczenie czy rehabilitację. Ważną częścią pobytu były spacery po parkach, spotkania w kawiarniach i samo życie uzdrowiska.
W tamtym okresie powstawały interesujące architektonicznie obiekty, między innymi kolejne łazienki i pensjonaty. Do prac nad Cerelis zaprosiłem do współpracy architekta Tomasza Derezińskiego. Chcieliśmy wrócić do tego charakteru, ale nie kopiować dawnych wzorców dosłownie. Dlatego bryła Cerelis ma w sobie coś z miejskiej kamienicy, a jednocześnie wykorzystuje współczesne rozwiązania, takie jak przeszklone balustrady balkonowe.
Zależało mi na połączeniu atmosfery architektury międzywojennej z rozwiązaniami odpowiadającymi dzisiejszym czasom. Cerelis miał dla mnie również bardziej osobisty wymiar. Moja żona Urszula — nie wchodząc w szczegóły — można powiedzieć, że jest moją muzą.
Nawiązania do historii pojawiają się także we wnętrzach.
Tak. W holu wejściowym i na klatce schodowej zastosowaliśmy mozaikową posadzkę, która nawiązuje do sposobu wykańczania korytarzy w dawnych kamienicach. Na suficie pojawiają się również drobne elementy sztukaterii. Celowo zachowaliśmy jednak umiar. To nie miał być pałac wypełniony dekoracjami i rzeźbieniami. Chodziło o wydobycie charakteru starej kamienicy lub obiektu z okresu międzywojennego, ale w oszczędnej, współczesnej formie.
Skąd wzięła się nazwa Cerelis?
To długa historia. Wiele lat temu czytałem jakąś książkę albo materiały w internecie — dzisiaj nie pamiętam już dokładnie — i natrafiłem na bardzo krótką informację dotyczącą okresu II wojny światowej. Wynikało z niej, że w Ciechocinku działał oddział Armii Krajowej posługujący się kryptonimem „Cerelis”.
Ta nazwa została mi w pamięci. Zaintrygowała mnie i zacząłem szukać informacji na jej temat. W ówczesnych wynikach internetowych znalazłem właściwie tylko willę Cerelis na południu Włoch oraz kandyzowane wiśnie sprzedawane pod tą nazwą w Hiszpanii. Moja ciekawość jeszcze bardziej wzrosła. Udałem się więc do Instytutu Pamięci Narodowej, a później dotarłem do zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej. Znajdowało się w nich kilka teczek osób związanych z ciechocińskim oddziałem.
Z dokumentów wynikało, że nie był to typowy oddział prowadzący walkę zbrojną w lasach. Osoby z nim związane wykonywały bardziej specjalistyczne zadania. Organizowały lekarstwa, opatrunki, żywność i dokumenty, korzystając między innymi z dostępu do obiektów szpitalnych działających podczas wojny na terenie Ciechocinka.
Ważną częścią tej działalności było również przewożenie dokumentów między Ciechocinkiem, Toruniem i innymi miejscowościami regionu a Warszawą. Kiedy poznaliśmy tę historię, nazwa nabrała dla nas jeszcze większej wartości. Uznaliśmy, że warto ją zachować i przypomnieć. Na podstawie dokumentów, do których udało nam się dotrzeć, historyk Bartłomiej Grabowski przygotował również poświęcony tej historii rozdział w książce o Ciechocinku.
Także przy innych inwestycjach starają się państwo zachować pamięć o historii danego miejsca?
Na Osiedlu Kasztanowym zachowaliśmy duże kasztanowce. Przez kilka lat walczyliśmy o ich uratowanie i udało się poprawić ich stan. Dzisiaj pięknie wyglądają, chociaż podczas jednej z burz jedno drzewo zostało poważnie zniszczone, a drugie częściowo uszkodzone.
Na terenie Starej Cegielni pozostawiliśmy natomiast historyczny komin. Chcieliśmy, żeby pozostał świadkiem działalności dawnego zakładu. Komin wyremontowaliśmy i wzmocniliśmy, a wokół niego powstało osiem budynków.
Ich partery wykończyliśmy cegłą wypalaną w tradycyjnym piecu typu Hoffmanna, podobnym do tego, który wcześniej działał w aleksandrowskiej cegielni. Na części cegieł umieszczono logo Osiedla Stara Cegielnia. W przypadku Cerelis pamięć o historii miejsca została natomiast zachowana w samej nazwie obiektu.
Jakie rozwiązania architektoniczne zostały zaprojektowane specjalnie dla Cerelis?
Jest ich wiele. Część stanowi przetworzenie motywów, które można znaleźć w historycznej architekturze Ciechocinka. Przykładem jest ornament, który nazywamy „pierniczkiem”. Pojawia się między innymi na balustradach i w podświetlanych elementach elewacji. Motyw został zaczerpnięty z drewnianych zdobień pijalni wód mineralnych w Parku Zdrojowym. Tam jest wyrzeźbiony w drewnie, natomiast my odtworzyliśmy go w elementach metalowych.
Podobne zdobienia zastosowaliśmy w altanach znajdujących się na zielonym dachu. Same altany również nawiązują do obiektów, które dawniej można było spotkać w ciechocińskich parkach. Wkomponowaliśmy w nie także znak Cerelis, aby wszystkie elementy tworzyły spójną całość.
Cerelis znajduje się w strefie konserwatorskiej. Jak wyglądały uzgodnienia z konserwatorem zabytków?
W centrum Ciechocinka obowiązuje wiele ograniczeń wynikających między innymi z miejscowych planów zagospodarowania, statutu uzdrowiska i ochrony konserwatorskiej. Określają one wysokość zabudowy, wymagany udział terenów zielonych oraz wygląd nowych obiektów.
Droga do uzyskania wszystkich uzgodnień nie była łatwa. Z naszej strony potrzebne były praca, przedstawianie argumentów oraz spokojna rozmowa. W rozmowach potrzebne okazały się również upartość i determinacja. Pierwsze uzgodnienia dotyczące dachu były negatywne. Oczekiwano dachów spadzistych, natomiast nam zależało na dachu płaskim, ponieważ od początku planowaliśmy urządzić na nim ogród.
Później spotkaliśmy się z opinią, że budynek jest zbyt bogato zdobiony. W odpowiedzi uprościliśmy między innymi formę balustrad. Po kolejnych konsultacjach i rozmowach udało się uzyskać pozytywne uzgodnienie.
Czy w takich rozmowach jest miejsce na zmianę własnego stanowiska?
Nie można się bezwzględnie upierać przy swoim. Wiele inwestycji, przy których ktoś nie chciał ustąpić, stoi później przez lata i nic się z nimi nie dzieje lub już ich nie ma.
Zielony dach od początku był częścią koncepcji?
Tak, planowaliśmy go od samego początku jako przestrzeń przeznaczoną dla osób korzystających z obiektu. Od początku zakładaliśmy również, że znajdą się na nim altany. Początkowo rozważaliśmy trzy, ale ostatecznie uznaliśmy, że dwie w zupełności wystarczą i nie przeciążą przestrzeni.
Chcieliśmy stworzyć ogród nawiązujący do Ciechocinka i jego kwiatowych dywanów. Zależało nam na kolorach i kwitnących roślinach. Dach jest jednak bardzo wymagającym miejscem. Roślinność jest narażona na silne nasłonecznienie, wiatr, wysoką temperaturę i szybkie przesuszanie podłoża. Musieliśmy więc wybrać takie rozwiązania, które sprawdzą się zarówno latem, jak i zimą.
Początkowo na części powierzchni planowaliśmy trawę. Przy niewielkiej grubości podłoża i wysokich temperaturach trudno byłoby jednak utrzymać ją w dobrym stanie, nawet mimo systemu nawadniania, którym możemy sterować zdalnie. Dlatego zdecydowaliśmy się na dywany z rozchodników.
Rozchodniki dobrze radzą sobie w warunkach panujących na dachu. Wiosną były intensywnie zielone, później zakwitły, a pod koniec sezonu zaczęły przebarwiać się na odcienie bordowe i brązowe. Pełniejszy efekt ogrodu zobaczymy zapewne dopiero za dwa lub trzy lata, kiedy krzewy i pozostałe rośliny się rozwiną i wypełnią donice.
W recepcji uwagę zwraca makieta Cerelis zbudowana z klocków LEGO. Jak powstała?
Jej autorem jest mój syn Arkadiusz Preis, który pracuje razem z nami i od lat jest wielkim miłośnikiem klocków LEGO. Zna ten temat bardzo dobrze — poświęcił mu nawet swoją pracę licencjacką. Przy realizowanych przez nas obiektach przygotowywaliśmy wcześniej tradycyjne makiety. Kiedy wiedzieliśmy już, że będziemy budować Cerelis, Arek zaproponował, aby tym razem wykonać makietę z klocków.
Na początku uznałem ten pomysł za pewnego rodzaju szaleństwo, ponieważ bardzo trudno jest wiernie odwzorować architekturę za pomocą gotowych elementów. Arek stwierdził jednak, że zbuduje Cerelis szybciej, niż my wzniesiemy prawdziwy obiekt. Trzeba przyznać, że mu się udało.
Najpierw przez dwa albo trzy miesiące projektował makietę w specjalnym programie. Na tej podstawie powstała lista potrzebnych elementów. Klocki trzeba było sprowadzać z kilkunastu różnych miejsc, ponieważ wielu z nich nie można było kupić w Polsce.
Później przez około dwa miesiące Arek budował makietę w piwnicy — w tym samym miejscu, w którym ja wiele lat wcześniej zaczynałem pracę projektową.
Całość składa się z ponad 44 tysięcy klocków. Kiedy podczas realizacji zmieniliśmy niektóre elementy zielonego dachu, Arek rozebrał fragment gotowej makiety, domówił kolejne części i przebudował ją tak, aby odpowiadała ostatecznej wersji obiektu.
Jak dobierali państwo firmy odpowiedzialne za realizację i wykończenie?
Przy wyborze generalnego wykonawcy zależało nam na firmie, którą znaliśmy już z wcześniejszej współpracy projektowej i wykonawczej. Na każdej budowie pojawiają się problemy, a część z nich wiąże się z dodatkowymi kosztami albo koniecznością ustalenia odpowiedzialności. Dlatego szczególne znaczenie mają uczciwe podejście i umiejętność wspólnego szukania rozwiązań.
Nie wszystkie prace powierzyliśmy jednak generalnemu wykonawcy, firmie TOMBUD. Część robót elektrycznych, niskoprądowych, drogowych, hydraulicznych i wykończeniowych wykonywały firmy, z którymi współpracujemy od wielu lat.
Dotyczy to również ekip odpowiedzialnych za wykańczanie apartamentów. Są to fachowcy, którzy znają nasze standardy i wymagania. Nie musimy za każdym razem szczegółowo tłumaczyć im, jakiego efektu oczekujemy. Wiemy, że powierzone prace zostaną wykonane dokładnie.
To ogromna wartość, szczególnie kiedy pojawia się bardzo krótki termin i trzeba pracować wieczorami albo w weekendy. Po tylu latach nie traktujemy tych osób wyłącznie jako wykonawców. To ludzie, na których możemy liczyć i z którymi łączą nas również relacje przyjacielskie.
W obiekcie zastosowano także rozwiązania mające ograniczać koszty jego funkcjonowania.
Od początku zależało nam, żeby Cerelis był możliwie efektywny energetycznie. Oczywiście można mówić o ochronie środowiska i współczesnych trendach, ale dla nas bardzo ważne były także przyszłe koszty ponoszone przez właścicieli apartamentów.
Zastosowaliśmy dwie pompy ciepła przygotowujące ciepłą wodę dla całego obiektu i wszystkich apartamentów. Część energii elektrycznej jest wytwarzana przez panele fotowoltaiczne zamontowane na dachu. Do instalacji fotowoltaicznej podłączony jest również magazyn energii. Wszystkie te rozwiązania mają przede wszystkim pomagać w ograniczaniu kosztów funkcjonowania części wspólnych.
Co okazało się największym wyzwaniem podczas realizacji Cerelis?
Najtrudniejszy był końcowy etap pierwszej części inwestycji. W tym samym czasie nałożyły się na siebie odbiory pierwszej części obiektu, odbiór prac od generalnego wykonawcy oraz zaplanowane przez nas oficjalne otwarcie obiektu.
Był to bardzo stresujący okres. Przy odbiorach zawsze wychodzą różne rzeczy: czasem brakuje dokumentu, czasem trzeba coś dodatkowo zamontować albo poprawić. Towarzyszyła nam ogromna presja czasu. Chcieliśmy zdążyć nie tylko przed imprezą otwarcia, lecz także przed końcem roku, ponieważ taki termin obiecaliśmy klientom. Nie chodziło nawet o ewentualne kary. Skoro coś komuś obiecaliśmy, chcieliśmy tej obietnicy dotrzymać.
Przez ostatni tydzień czy dwa praktycznie tutaj mieszkaliśmy. Razem z zaufanymi wykonawcami pracowaliśmy dzień i noc. Ostatnie elementy kończyliśmy jeszcze w dniu otwarcia, a po południu wróciliśmy już elegancko ubrani, żeby wspólnie świętować zakończenie tego etapu.
Dlaczego zamiast prostszej inwestycji mieszkaniowej zdecydowali się państwo na znacznie bardziej wymagający projekt?
Złożyło się na to kilka okoliczności. Udało nam się kupić wartościową działkę w Ciechocinku. Na obrzeżach miasta typowe obiekty można budować w wielu miejscach, ale jeżeli dysponuje się terenem w takiej lokalizacji, trzeba odpowiednio wykorzystać jego potencjał.
Nie mamy już podejścia, że chcemy projektować i budować wszystko dla wszystkich. Zależy nam na robieniu ciekawych rzeczy z ludźmi, z którymi dobrze się współpracuje, a później na tym, żeby spotkać się z nimi i wspólnie świętować otwarcie takich obiektów.
Od dawna interesowała nas branża hotelowa. Mieliśmy wcześniej okazję uczestniczyć w projektowaniu hoteli w różnych częściach Polski. Cerelis nie jest obiektem stricte hotelowym — jest czymś na pograniczu hotelu i mieszkania. Doświadczenia zdobyte podczas jego tworzenia chcemy jednak wykorzystać przy przyszłych inwestycjach o typowo hotelowym charakterze.
Jakie są dalsze plany?
Dwie najbliższe inwestycje, które chcemy realizować, znajdują się w Ciechocinku. Jedna ma mieć charakter mieszkaniowy, ale w podwyższonym standardzie. Druga będzie inwestycją typowo hotelową, również o podwyższonym standardzie.
Nie chciałbym na tym etapie zdradzać więcej, żeby nie zapeszać. Jedno z przedsięwzięć wymaga jeszcze przygotowania wielu dokumentów. Drugie mogłoby być realizowane szybciej, ale ze względu na jego skalę musimy odpowiednio ułożyć finansowanie i biznesplan. W oba projekty jesteśmy już mocno zaangażowani.
Czy przed realizacją Cerelis nie obawiali się państwo tak odmiennego przedsięwzięcia?
Nie. My ogólnie lubimy wyzwania. Kiedy przez dłuższy czas robimy to samo, zaczyna pojawiać się monotonia, a ona zabija kreatywność. Możliwość stworzenia czegoś nowego, innego i wymagającego działa na nas mobilizująco. Nie pracujemy od określonej godziny do określonej godziny. Właściwie przez całą dobę pozostajemy w jakiś sposób w pracy, co czasami trudno pogodzić z życiem rodzinnym.
Dlatego należą się podziękowania naszym rodzinom — za znoszenie naszej nieobecności oraz pomoc w organizacji różnych spraw, kiedy jej potrzebujemy. Dopóki możemy robić coś ciekawego i mamy z kim to robić, chcemy działać dalej.
Po godzinach: 3 krótkie pytania
Na koniec nieco lżejsza strona rozmowy. Muzyka, kino i podróże — trzy rzeczy, przy których Sławomir Preis najchętniej zostawia na chwilę projekty i inwestycje.
Jaka muzyka najczęściej towarzyszy Panu po godzinach?
Najchętniej wracam do starego, dobrego rocka. Queen, Guns N’ Roses, Eric Clapton czy Phil Collins to wykonawcy, których słucham od lat. Nie zamykam się jednak wyłącznie na klasykę — z nowszej muzyki również znajduję coś dla siebie, między innymi HEAVN czy Charlie Jeer.
A jakie kino wybiera Pan najchętniej?
Lubię przede wszystkim kino akcji i historie szpiegowskie. Seria o Jamesie Bondzie zdecydowanie mieści się w moich klimatach. Chętnie oglądam też filmy biograficzne. Jeśli miałbym wskazać reżysera, którego twórczość szczególnie cenię, byłby to Ridley Scott.
Dokąd najchętniej Pan wraca, kiedy przychodzi czas na odpoczynek?
Bardzo lubię podróżować po Europie. Szczególnie chętnie wybieram Włochy i Hiszpanię, ale wyjątkowe miejsce zajmuje u mnie Chorwacja. Jestem w niej zakochany — w pięknie natury, jedzeniu, poczuciu bezpieczeństwa i słowiańskiej gościnności. To wszystko sprawia, że bardzo dobrze się tam czuję.

