Styczeń to dla budownictwa miesiąc, w którym statystyki lubią „siąść” – i zwykle nikogo to nie dziwi. Zima, krótszy dzień, przestoje technologiczne, a do tego kalendarz rozliczeń po grudniowym finiszu. Tym razem jednak uwagę przykuwa nie sam spadek aktywności, ale jego skala i to, jak nierówno rozłożył się między typami robót. Dane ze stycznia 2026 pokazują, że prace o charakterze remontowym spadły o 28,3% rok do roku, podczas gdy roboty inwestycyjne zmniejszyły się tylko o 3,9%. Różnica jest na tyle duża, że automatycznie pojawia się pytanie: czy modernizacje są odsuwane w czasie, czy to jednorazowy „zimowy zjazd”, który wiosną zostanie odrobiony?
Co dokładnie pokazują liczby ze stycznia
Obraz rynku na początku 2026 r. jest wyraźnie słabszy niż rok wcześniej. Produkcja budowlano-montażowa ogółem była niższa o 12,8% r/r, a w porównaniu z grudniem 2025 spadła o 65,2% m/m. To drugie porównanie wygląda drastycznie, ale grudzień bywa miesiącem domykania robót i rozliczeń – stąd styczeń często wypada „księgowo” gorzej. Ważne jest jednak to, że nawet po uwzględnieniu sezonowości obraz nie zmienia się diametralnie: po korekcie sezonowej spadek wyniósł 10,8% r/r i 8,9% m/m.
W komentarzu do wyników podkreślono także, że na poziom robót w znacznym stopniu wpłynęły wyjątkowo niekorzystne warunki pogodowe. To istotne tło, bo zimą pogoda potrafi zatrzymać prace „na zewnątrz” szybciej niż jakikolwiek plan finansowy.
Remonty oberwały najmocniej
Najbardziej „nośna” jest jednak struktura spadków. Roboty remontowe: −28,3% r/r. Roboty inwestycyjne: −3,9% r/r. To nie jest kosmetyka – to dwa różne światy. Remonty są zwykle bardziej elastyczne: łatwiej je przełożyć, rozbić na etapy, zawęzić do niezbędnego minimum albo poczekać na lepszą pogodę. Inwestycje, szczególnie większe, trudniej zatrzymać bez konsekwencji organizacyjnych i finansowych.
W ujęciu miesiąc do miesiąca oba segmenty zaliczyły podobny zjazd, typowy dla przełomu roku: inwestycyjne −65,5% m/m, remontowe −64,3% m/m. To wspiera tezę, że styczeń mocno „zdejmuje” tempo po grudniowym spiętrzeniu. Różnica ujawnia się dopiero w porównaniu rok do roku – i właśnie tam remonty wypadają znacznie gorzej.
Czy to znaczy, że Polacy przestali remontować?
Tak postawione pytanie jest kuszące, ale wymaga ostrożności. Dane opisują produkcję budowlano-montażową realizowaną przez firmy, a nie pełen obraz wszystkich modernizacji w gospodarstwach domowych. Część prac wykonywana jest samodzielnie lub w bardzo małej skali i nie musi odcisnąć się w takim ujęciu wprost. Co można powiedzieć uczciwie, bez dopowiadania: w styczniu 2026 firmy wykonały zdecydowanie mniej robót remontowych niż rok wcześniej, a ten segment rynku zachował się słabiej niż inwestycje.
Dlaczego tak mogło się stać? Najprostsza odpowiedź to połączenie dwóch czynników: pogody i decyzji o „przesunięciu”. Remonty (zwłaszcza elewacje, dachy, część prac instalacyjnych na zewnątrz, prace ziemne) są bardziej wrażliwe na temperaturę i warunki. Gdy dochodzi ryzyko opóźnień, część inwestorów rezygnuje z zimowego startu i przerzuca roboty na wiosnę. Do tego dochodzi budżet: modernizacja nie zawsze jest „must have” w danym miesiącu, więc łatwiej ją odłożyć niż np. kontynuację budowy rozpoczętej wcześniej.
Co mówi podział na rodzaje budownictwa
W danych widać też, że styczeń mocno uderzył w segmenty zależne od robót prowadzonych w terenie. Warto tu jasno rozdzielić dwa porównania, bo łatwo je pomylić:
- W porównaniu miesiąc do miesiąca (grudzień 2025 = 100) indeks dla inżynierii lądowej i wodnej wyniósł 25,1, co oznacza spadek o 74,9% m/m. Dla budowy budynków indeks wyniósł 45,7 (czyli −54,3% m/m), a dla robót budowlanych specjalistycznych 41,6 (czyli −58,4% m/m).
- W porównaniu rok do roku (styczeń 2025 = 100) sytuacja wygląda inaczej: inżynieria lądowa i wodna ma indeks 92,5 (około −7,5% r/r), budowa budynków 81,6 (−18,4% r/r), a roboty specjalistyczne 88,1 (−11,9% r/r).
Te liczby dobrze pokazują, dlaczego styczniowy obraz jest tak trudny do oceniania „na emocjach”. Miesiąc do miesiąca rynek wygląda, jakby wcisnął hamulec awaryjny, ale rok do roku spadki są bardziej zróżnicowane, a w inżynierii – dużo płytsze niż sugerowałby sam skok m/m.
Co to może oznaczać dla ekip i inwestorów
Jeśli remonty są głównie przesuwane, a nie anulowane, wiosną może pojawić się efekt kumulacji: więcej zleceń w krótkim czasie, dłuższe kolejki do ekip, większa presja terminów i logistyki. To zwykle uderza w inwestorów prywatnych, którzy chcą „wejść” z modernizacją w konkretnym oknie pogodowym.
Jeśli natomiast część modernizacji jest ograniczana (zostają tylko naprawy awaryjne), wtedy branża remontowa może odczuć wyraźniejszą lukę w portfelu zleceń – szczególnie mniejsze firmy i podwykonawcy, dla których remonty są stałym źródłem pracy.
Podsumowanie
Styczeń 2026 przyniósł mocny sygnał: roboty remontowe spadły o 28,3% r/r, znacznie mocniej niż inwestycje. Jednocześnie cały miesiąc jest obciążony sezonowością i wyjątkowo trudną pogodą, co może wzmacniać wahania. Najuczciwsza interpretacja jest więc taka: rynek remontowy realizowany przez firmy budowlane wyhamował wyraźnie, a pytanie, czy to „odkładanie na później”, rozstrzygną dopiero kolejne miesiące – szczególnie wiosenne, kiedy zwykle wraca pełny rytm prac modernizacyjnych.
Dane pochodzą z GUS.

